13 lut 2011

O urodzinach kogoś bliskiego należy pamiętać. Nie należy więc zapominać, że bliskie przecież nam Bartoszyce 17 lutego skończą 679 lat. Przywilej lokacyjny miasta na prawie chełmińskim wystawił wielki mistrz Luther von Braunschweig.

Z tej okazji życzę bartoszyczanom wszystkiego najlepszego, a miastu dynamicznego rozwoju. Chcę również powrócić do akcji, którą przeprowadziliśmy na naszych łamach kilka lat temu. Zachęcam Państwa do złożenia Bartoszycom życzeń z okazji urodzin. Można je przesyłać na nasz adres mailowy: bartoszyce@gazetaolosztynska.pl, lub listem: ul. Rynkowa 3, 11-200 Bartoszyce.
Gwoli ścisłości dodam, że Sępopol swoje „okrągłe” 660. urodziny obchodził 1 stycznia, Górowu Iławeckiemu 5 lutego „stuknęła” 676-tka. Bisztynek swoje urodziny będzie obchodził 30 kwietnia. Oczywiście wszystkim pozostałym jubilatom również można składać życzenia.
Tomasz Miroński

Nie przekonują zapewnienia Bożeny Olszewskiej-Świtaj, że zrobiła wszystko, żeby zapobiec wyludnianiu się gminy.

Czytaj argumenty Bożeny Olszewskiej-Świtaj

Poprzednia jej kadencja pokazała, że nie ma pomysłu na pozyskanie inwestorów, którzy utworzyliby miejsca pracy. Szansą na rozwój miasta i gminy Górowo Iławeckie jest utworzenie uzdrowiska. Dzięki niemu mogą tu postać nowe miejsca pracy, a to zahamuje ucieczkę młodych ludzi.

Pani wójt z góry zakłada, że ten pomysł nie ma szans na realizację. Nie ma jednak innego pomysłu na zatrzymanie młodych ludzi. Stąd brak dzieci w szkołach. Nie zabraknie jednak pracy dla Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. A może o to chodzi?

Tomasz Miroński

05 sty 2011

Męczy mnie działalność propagandowa kilku zainteresowanych utrzymaniem status quo. Chodzi mi o tych, którzy cały czas próbują udowodnić, że w naszym powiecie potrzebny jest etatowy członek zarządu.

Od 1999 oku, a nawet i wcześniej  w urzędach rejonowych, nie było takiej funkcji. Dlaczego zatem ją utworzono w bartoszyckim starostwie?

Czyżby w powiecie wybudowano 300 km nowych dróg, a może nasz szpital powiatowy przestał mieć długi i zaczął wykonywać przeszczepy serca?

Czy w powiecie, gdzie jest najwyższe bezrobocie w kraju można sobie, ot tak, tworzyć sztuczne stanowisko dla kolegi z układu rządzącego, które nas – podatników kosztuje 100 tys. zł rocznie?

Rozumiem kolesiostwo, za mało stołków, a buziek przyzwyczajanych jeść tłuste kąski dużo. To w naszym kraju, a zwłaszcza w biednym powiecie bartoszyckim normalne. Bo co zrobi bez stołka wieczny samorządowiec? Bez stołka i kolesi, a wcześniej omamienia wyborców, znaczy tyle co, stający w kolejce po zupę w MOPSie bezrobotny.

Jednak zwykła przyzwoitość nakazuje, żeby taki delikwent za 100 tysięcy, lub inny jego koleś, przynajmniej zamilkł, gdy ludzie, którzy go utrzymują mówią to, co myślą. Zwłaszcza, gdy mówią prawdę.

Ale nie, lepiej przecież czuć się częścią „elyty”, a motłochowi, który przed wyborami urośnie do rangi „wyborców” wciskać pospolite brednie.

I jeszcze jedno usprawiedliwianie się tym, że w kilku jeszcze powiatach w Polsce są funkcje etatowych członków zarządu jest czystą demagogią, która często jest mi zarzucana.

Bo co z tego?

To, że gdzieś „w świecie” grzeszą, nie usprawiedliwia naszych win.

Tomasz Miroński

17 gru 2010



Brzmi to nieprawdopodobnie, ale niedaleko nas mogą odbywać się mistrzostwa świata w piłce nożnej.


Grzegorz Kwakszys, mój redakcyjny kolega, ostatnio wytropił informację, że mecze piłkarskiego mundialu w 2018 roku, którego prawo organizacji otrzymała kilkanaście dni temu Rosja, mogą odbywać się zaledwie 55 km od Bartoszyc, w Kaliningradzie. Gubernator obwodu Nikołaj Cukanow zapowiedział budowę nowego stadionu i będzie zabiegał o to, żeby mistrzostwa odbywały się również i w jego obwodzie.


Chyba nie muszę nikomu mówić, jak to ogromna szansa dla naszego „zapomnianego przez Boga i ludzi powiatu”. 55 kilometrów od nas będzie odbywała się jedna z największych imprez sportowych świata. Mam nadzieję, że do tego czasu nasi politycy uporają się z umową o małym ruchu granicznym z obwodem kaliningradzkim. To rozwiązałoby problem uczestnictwa naszych mieszkańców jako kibiców w imprezie. Ale oprócz tego, przez nasz powiat przejedzie kilka tysięcy kibiców podążających na to futbolowe święto. Nie wszyscy przecież do Kaliningradu polecą samolotem.

Już teraz warto pomyśleć, jak tu ich choć na chwilę zatrzymać oraz spowodować, żeby do nas wracali.

Tomasz Miroński

08 gru 2010

Mówi się, że w piłkę nożną grają wszyscy, a i tak zawsze wygrywają Niemcy, z Krzysztofem Nałęczem jest podobnie. Wielu startuje w wyborach na burmistrza, a i tak zdecydowanie wygrywa Krzysztof Nałęcz. Tak też stało się 5 grudnia. Nałęcz z przewagą ponad tysiąca głosów pokonał swojego byłego zastępcę Sylwestra Grodzkiego.

Została też ośmieszona koalicja, która sprzysięgła się przeciwko Nałęczowi i poparła Grodzkiego. Widać, że poparcie posła Sycza, radnego wojewódzkiego Zbigniewa Pietrzaka, i pokonanych kandydatów takich jak Wiesława Serej, Zbigniew Nadolny i Robert Pająk przynosi więcej strat niż pożytku. Teraz wiadomo, że od poparcia tych państwa lepiej się wystrzegać.

Jeśli chodzi o inne starcia wyborcze, też dają do myślenia. Jadwiga Gut miała wiele problemów, żeby pokonać Adama Ołdakowskiego, a w Sępopolu Grzegorz Mucha dosłownie zmiażdżył Bogdana Suchostawskiego, dotychczasowego zastępcę burmistrz Doroty Góreckiej. Tu też nie pomogło poparcie Platformy Obywatelskiej.

Takie rozstrzygnięcia nie powinny dziwić. Partyjni działacze z Platformy Obywatelskiej mimo tego. że ich partia jest obecnie na topie w niewielkim stopniu zdyskontowali to dla naszego powiatu. Porównując ich do partyjnych kolegów z Lidzbarka Warmińskiego czy Kętrzyna wypadają blado. Nie mamy takiego rozmachu inwestycyjnego. To widać gołym okiem.

W naszej jednostce wojskowej jest coraz mnie żołnierzy. Już z naszego miasta do Morąga wyjechało ich kilkudziesięciu. To kilkadziesiąt wypłat mniej, które mogły być wydane w Bartoszycach. Niebawem zaczną to odczuwać nasi handlowcy, pracownicy usług czy placówek edukacyjnych.

Nasi partyjni politycy muszą sobie zdać sprawę, że bycie w partii to nie tylko korzystanie z dobrodziejstw sprawowania władzy. To również obowiązki dbania o interesy regionu, który się reprezentuje. Jak jest, każdy widzi, to dlatego wasze poparcie jest „pocałunkiem śmierci”, a nie realną pomocą.

Tomasz Miroński

16 lip 2010

Mam ogromny dylemat: zastanawiam się, w jakiej Polsce mieszkam. Polsce „C”, czy Polsce „D”. O „B”, czy „A”, to nawet marzyć nie możemy. Mało tego. Jak słyszę, że już czwarty raz zalewa sklepy kupców z ulicy Kętrzyńskiej, a handlowcy z Turkowskiego i Bohaterów Warszawy również szacują straty Przeczytaj o tym na naszej stronie internetowej, to myślę sobie, że Bartoszyce i reszta powiatu to Polska „E”.

Z zażenowaniem patrzę na wysiłki naszych samorządowców, którzy przed wyborami nie ustają w trąbieniu wszem i wobec, że dostali kasę na budowę kawałka boiska, czy na inną inwestycję, która powinna być wykonana „z marszu” i po cichu. To tak jakby rolnik nie chwalił się, że wydoił krowę lub zebrał zboże z pola.

Oczywiście łatwiej organizować jakieś festiwale pod publiczkę niż brać się do roboty. Dzięki temu mamy taką rzeczywistość jaką mamy. Drogi, którymi strach jeździć, brak perspektyw, bo żaden dający pracę inwestor tu nie zagląda, a naszych biznesmenów traktuje się jak piąte koło u wozu. Czy nasi lokalni politycy chcą stworzyć tu rezerwat i getto, gdzie zostaną tylko nieświadomi ludzie bez perspektyw? Reszta stąd ucieknie. W sumie takimi ludźmi łatwo rządzić, wciskać im „kit” przed wyborami, a po nich dalej zapadać w słodką drzemkę, przerywaną od czasu do czasu jakimś tandetnym festiwalem. Wszystko do tego zmierza.

Wracając do podtopień. Dosłownie włos mi się na grzbiecie jeżył (choć go nie mam) jak patrzyłem na te zatopione sklepy i domy. Byłem wtedy na miejscu tych wydarzeń i myślałem o bartoszykich radnych. Woleli przez trzy lata walczyć o podwyżki diet niż zajmować się problemem braku sieci burzowej w centrum miasta. Dzięki takiej postawie radnych ludzie, którzy mieli te podwyżki finansować, stracili duże pieniądze. Wspaniałe zwieńczenie samorządowej kadencji.

Tomasz Miroński

02 lip 2010

Żadnymi słowami nie potrafię wyrazić szacunku dla pani Helena z Dobrzynki, która od wielu lat opiekuje się skrzywdzonymi przez los i ludzi zwierzętami. Jej każdy dzień to walka o 17 psów i 20 kotów. Każdy z nich to oddzielny dramat, wobec którego nie potrafiła przejść obojętnie.

Pani Helena zdejmowała psy powieszone na płotach i drzewach, przywiązane w lesie, zbierała pełzające po łąkach porzucone szczeniaki, zabierała zwierzęta, które ich właściciele chcieli uśmiercić — taki to los niepotrzebnych wiejskich „Burków”. Pani Helena poszła z nimi na pierwszy spacer, jej ręka dała im pierwszy czuły dotyk i dobre słowo…

Jednak pani Helena — kobieta wykształcona, była księgowa wegetuje, jak setki podobnych jej byłych pozostawionych po 1989 roku samych sobie pracowników pegeeru. Niestety ma również wielu wrogów. Wiadomo: „dziwaczka, wredna baba, która wzywa policję gdy widzi, że ktoś katuje zwierzę”. Taka niestety często jest mentalność tego środowiska. A ta kobieta często sama głoduje ze swoimi podopiecznymi, dlatego nieustannie potrzebuje pomocy.

Nasi Czytelnicy kilka razy już okazali wielkie serce i pomagali pani Helenie, jednak po jakimś czasie miłośniczka zwierząt znowu ze swoimi problemami zostawała sama. Teraz najbardziej brakuje karmy. Z całego serca proszę o pomoc dla zwierząt pani Heleny. Jak to zrobić? Informacje można uzyskać pod nr tel. 514 800 911, w lecznicy weterynaryjnej Katarzyny Świtaj na ul. Paderewskiego 18 w Bartoszycach, a także po mailem: soskotipies@o2.pl

Tomasz Miroński

28 kwi 2010

Zaczyna się okres wyborczy. Obserwuje coraz większy ruch wśród kandydatów na samorządowe stołki. Każdy z obecnych włodarzy pragnie mieć „spektakularnego przedwyborczego strzała”, który zapewni mu dalsze cztery lata beztroskiego życia na samorządowym garnuszku.

Najlepszą okazją do tego jest przecięcie wstęgi na właśnie zakończonej lub rozpoczętej inwestycji. W Bartoszycach mamy prawdziwy wysyp inwestycji: remont dróg poczołgowych czy adaptacja Bramy Lidzbarskiej na muzeum mają być asami w rękawie Krzysztofa Nałęcza, które zapewnią mu wygraną w jesiennych wyborach samorządowych. W Bartoszycach od dwóch lat zaczyna być realizowanych coraz więcej inwestycji. To widać.

Bardziej senne są inne samorządy. Inwestycyjną drzemkę, która zresztą trwa od kilku lat, ucina sobie Dorota Górecka, burmistrz Sępopola. Odnoszę wrażenie, że to miasteczko chce zostać mistrzem indolencji w pozyskiwaniu środków zewnętrznych na inwestycje.

Natomiast chrapanie wyraźnie ucichło w górowskim ratuszu. Burmistrz Bubeła obudził się z głębokiego snu i próbuje nietrafionymi pomysłami remontu zbiornika retencyjnego i  budowie „Orlika” na stadionie miejskim, zatrzeć 7 zmarnowanych lat jego dwóch kadencji. Ciekawe czy Górowianie znowu dadzą się nabrać…

Polecam teksty z naszej strony internetowej:

o „Cresovii”,

stanowisko Jacka Kostki

i o górowskim „Orliku”

Tomasz Miroński

16 kwi 2010

Gdyby nie katastrofa w pobliżu Smoleńska, dziś media zastanawiałyby się, czy to było potrzebne, żeby Lech Kaczyński poleciał uczcić poległych w Katyniu. Tabloidy pokazywałyby zdjęcia z nowymi gafami prezydenta, inne media „pompowałyby” negatywny wizerunek braci Kaczyński, jaki od lat był utrwalany. Stało się inaczej.

10 kwietna miała miejsce niewyobrażalna tragedia. Pod Smoleńskiem zginął prezydent Lech Kaczyński z małżonką oraz towarzysząca mu delegacja. Zastanawiam się, czy ta tragedia coś w naszym życiu zmieni. Czy nabierzemy dystansu, czy będzie w nas mnie zajadłości i zawiści? Na razie widać zmianę w postrzeganiu Lecha Kaczyńskiego. Nagłe stał się ciepłym miłym człowiekiem, wielkim patriotą i wielkim Polakiem. Wcześniej nikt tego nie widział. W dobrym tonie było śmiać się i żartować z braci Kaczyńskich.

I co teraz? Zastanawia mnie, dlaczego tylko tak wielka tragedia musiała spowodować, żeby tylu ludzi przejrzało na oczy? Boję się jeszcze jednego. Pamiętam atmosferę jaka miała miejsce po śmierci Jana Pawła II. Wzajemne pojednanie narodowe, tłumy na ulicach i deklaracje polityków o zgodzie narodowej i wzajemnej pracy na rzecz narodu. Co z tego zostało? Chyba nie muszę pisać… Czy teraz, kiedy znowu przeżyliśmy ogromną tragedię narodową, będzie inaczej?

Tomasz Miroński

08 kwi 2010

Każdy kocha tak jak chce i nikt nie może się z tego śmiać. Tak nakazuje ogólnie pojęta tolerancja. Przynajmniej do tego zmuszają nas brukselscy biurokraci. Musimy, chcąc nie chcąc, tolerować to, że ktoś może zachwycać się tym, czym chce. Dlatego, choć oczywiście toleruję, zastanawia mnie dość dziwna moim zdaniem uczuciowa skłonność Jerzego Bubeły. Jaka? Już wyjaśniam. Burmistrz Górowa Iławeckiego pała ogromną sympatią do spółki wodociągowo-kanalizacyjnej Gorex. Wygląda na to, że większą niż do mieszkańców swojego miasta. Nie zależy mu na tym, żeby z reguły niezamożni górowianie płacili mniej za wodę i kanalizację. Mało tego, godzi się, żeby płacili za to najwięcej w naszym regionie. Piszemy o tym na naszej stronie internetowej:

http://bartoszyce.wm.pl/2588,Gorex-chcial-wiekszych-oplat-za-wodei-kanalizacje-a-Bubela-to-zaakceptowal.html

Są tez inne przykłady tej zastanawiającej skłonności. Mimo tego, że rada miasta nie wyraziła zgody na dalsze zarządzanie przez Gorex miejską siecią kanalizacyjną, burmistrz, nie licząc się z interesami mieszkańców, i tak użyczył górowskie wodociągi Gorexowi. Czyli co? Dalej nie ma widoków na tanią wodę i kanalizację w Górowie? Moim zdaniem tak, dopóki Bubeła będzie dalej burmistrzem. Wszystko przez tę jego zastanawiającą skłonność do spółki wodociągowej.

Tomasz Miroński

Blog Gońca Bartoszyckiego

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.